fbpx

„Więc chodź, pomaluj mój świat…”

Te słowa piosenki zespołu 2 plus 1 zna chyba każdy, a jak to w piosenkach bywa, można je interpretować różnorodnie. Dla mnie idealnie pasują one do dzisiejszego tematu, który chciałbym Wam przybliżyć. Kasia pisała o zimnej kawie, ja właśnie patrzę w kubek i widzę nie tylko zimną, ale i wczorajszą… Zaczekajcie więc chwilę, zagrzeję nową i wracam do omawiania tematu KOLOROWANEK.

Któż ich nie zna. W swojej pracy pedagogicznej widziałem jak kolorowanki są wykorzystywane na wszystkie możliwe sposoby! Na lekcjach, na zajęciach bibliotecznych, w świetlicy, na religii, podczas konkursów… Dzieje się tak dlatego, że jest to narzędzie edukacyjne bardzo proste, łatwe w użyciu i zajmujące. Czy jednak wiecie, że kolorowanki mogą być mało rozwojowe lub nawet ograniczać rozwój dziecka?

Naturalna potrzeba kreowania i odzwierciedlania świata

Zacznijmy od tego, że dzieci naturalnie dążą do zostawiania śladu po sobie, w ten lub inny sposób. Niemowlaki potrafią wysmarować jedzeniem siebie i wszystko wokoło. Dzieci w okresie poniemowlęcym, po znalezieniu długopisu, potrafią narysować wymyślne szlaczki i linie na niemal każdym materiale. Nieważne czy jest to kartka papieru, ściana czy biała, skórzana kanapa. Edward Kurzyński w roku 1954 napisał: „Na długo przed pójściem do szkoły dziecko rysuje swoje „ludziki” ołówkiem na papierze, kredą na płocie, węglem na murze, wreszcie patykiem czy paluszkiem na piasku. Czynność ta potrafi pochłonąć całkowicie jego uwagę”.[1] Nie będę tu zbytnio skupiał się na tym, jak wygląda rozwój rysunku w poszczególnych okresach, ale polecam każdemu zapoznanie się z tym zjawiskiem.

W skrócie, rozwój umiejętności rysowania przebiega od używania całego ramienia, trzymania ołówka w pięści, przy napiętym sztywno łokciu oraz nadgarstku i jednoczesnym wymachiwaniu ramieniem jak wahadłem w całym stawie barkowym [2]. W miarę dorastania dziecko wypracowuje sobie bardziej precyzyjne umiejętności rysunku i ruchy ręki stają się bardziej subtelne i zróżnicowane.

Kolorowanki – ramy rysowania

Wracając jednak do kolorowanek. Skupianie się na tym, by nauczyć dziecko pomalowania odpowiedniego kształtu na wybrany kolor, by jak najmniej wyjechało przy tym za linie, to (mówiąc delikatnie) minimalistyczne podejście do rozwoju dziecka. Nie bez przyczyny mówi się kolorować a nie rysować, czy odróżnia się kolorowanie od malowania. Dziecko uczy się i rozwija sprawności motoryczne w oparciu o spontaniczną kreację i nieograniczoną niczym swobodę ruchów. Teraz przeanalizujmy typową kolorowankę. Poniższa wyskoczyła mi jako pierwsze po wpisaniu w Wujka Google słowa „kolorowanka”. Co widzimy?

Mamy przed sobą konturowe odzwierciedlenie obrazu kota siedzącego na hamburgerze. Dziecko otrzymując taki wydruk, ma najczęściej za zadanie pokolorować wyznaczone liniami elementy obrazka, na wybrane przez siebie kolory. Podstawowa zasada: trzymać się linii

Analiza pokazuje nam, że w tym przypadku mamy tak naprawdę 15 przestrzeni do pokolorowania. Ja, gdybym był dzieckiem, użyłbym do tego maksymalnie 8 kolorów. 

Gdybym miał to zadanie ocenić w kontekście możliwości rozwojowych dziecka, to porównałbym to jak używanie megakomputera za kilkadziesiąt tysięcy złotych tylko po to, by grać w Pasjansa. Niby rozrywka jest, uspokaja nas, zabija czas, ale czuć niedosyt. Wierzcie mi lub nie, ale tak samo odbiera to dziecko, choć często nie umie tego nazwać, ocenić ani wyrazić.

Wady, wady, wady…

Dziecko uczy się z narzędzi, jakie znajdzie lub jakie podsunie mu dorosły. Czego nauczy się z takiej kolorowanki?

Po pierwsze konformizmu. Tego, że świat jest ograniczony, schematyczny i zamknięty w czarne linie. Wszystko musi być nimi wyznaczone albo pojawia się niepokój. Teraz może rozumiecie, dlaczego tak trudno nam jako dorosłym rozpocząć rysowanie, gdy otrzymamy białą kartkę i ołówek? A gdzie kontur?
Gdzie linie!?

Z pedagogicznego punktu widzenia jest to zajęcie odtwórcze i bezmyślne. Dziecko po pewnym czasie może równocześnie oglądać telewizor, pić sok i kolorować. Dlaczego? Ponieważ osiągnęło już wszystko, co ta i jej podobne kolorowanki mogły zaoferować. Ćwiczona będzie tylko umiejętność „trzymania się w liniach”. Postaram się wyjaśnić to Wam na poniższym przykładzie. Tak, ten kot i hamburger będą nam towarzyszyć przez cały artykuł, podziękujcie Wujkowi Google.

Kiedy dzieci dostają kolorowanki po raz pierwszy, starają się wykorzystać umiejętności, jakie zdobyły w czasie spontanicznego rysowania. W większości przypadków jest to używanie kreski w różnych układach odniesienia. Efekt można zobaczyć na rysunku pod numerem 1.

W ciągu dalszej praktyki dziecko postanawia ograniczyć rysowanie linii w ujęciu 360 stopni. Dlaczego? Ponieważ prowadzi to do wyjeżdżania za kontur i pozostawia dużo przestrzeni między liniami. Dziecko zamienia je na tzw. kratownicę. Numer 2 w naszym obrazku.

Stopniowy rozwój ruchu posuwistego, (tak, dobrze czytacie) czyli ruchu góra-dół lub z boku na bok, pozwala wypracować perfekcję w kolorowaniu. Numer 3 pokazuje efekt końcowy, zadowalający i budzący podziw dorosłego.

I tu chwila refleksji. Drodzy rodzice i opiekunowie, dla dziecka nie ma większej nagrody niż Wasze zadowolenie i nie ma większej kary niż Wasze rozczarowanie. Gdy pracowałem na świetlicy szkolnej, często widziałem czekające na rodziców dzieci, ściskające w dłoniach wykonane obrazki, laurki czy inne prace plastyczne. Nic nie jest w stanie wyrazić tej gasnącej w oczach radości dziecka i smutku pojawiającego się na jego twarzy, gdy biegnie do rodzica z taką pracą, a on olewa (wybaczcie kolokwializm) tę pracę i ponagla do ubierania się, bo trzeba wracać do domu. Tej chwili nic nie wróci i uwierzcie mi, nic nie było ważniejsze w tej chwili niż Wasze dziecko. Sygnał jaki dostało dziecko jest jasny – moja praca i starania nic nie znaczą. Teraz rozumiecie, dlaczego w późniejszym okresie tak trudno „zmusić” dzieci do prac plastycznych?

Kolejną wadą kolorowanek jest właśnie ich „ramowość”. Dziecko, gdy dostaje kolorowankę, dostaje wzór rzeczy, której ona dotyczy. „Patrz, masz tu kotka do pokolorowania”. Dziecko uczy się schematów świata dorosłych. Czy to ogranicza rozwój? Jasne! Kurzyński zaznacza: „Całą swoją wiedzę o przedmiotach przedstawia dziecko za pomocą rysunku schematycznego. Jeśli dziecko dużo wie o przedmiocie, wtedy dużo narysuje, jeśli mało wie, to rysunek będzie ubogi”.[3] Jak ma dziecko uczyć się poznania rzeczy z ograniczonych w szczegóły kolorowanek przygotowanych przez dorosłych? Teraz macie odpowiedź, dlaczego – gdy mamy narysować jako dorośli człowieka – dalej wychodzi nam patyczak.

Rozwiązania

Kolorowanki same w sobie nie są niebezpieczne. Jak każde narzędzie mogą być wykorzystane właściwie lub mniej właściwie. Zabójcze są jednak, gdy stają się pomocą nadrzędną, jedyną, ubóstwianą! Co zatem robić? Jak sobie radzić?

Gdy dziecko osiągnie już umiejętność idealnego kolorowania, a dalej chcemy rozwijać jego umiejętności plastyczne, róbmy to, co stosuje się w życiu – utrudniajmy! Dzieci uwielbiają gry, ponieważ mają wyższe poziomy, które są coraz trudniejsze, ale też satysfakcja z ich pokonania jest większa niż poprzednio. Nie wierzycie? Zobaczcie na gry MMO (wygooglujcie sobie ;)). Latasz postacią w samej bieliźnie, by wykonując zadania zdobywać zbroje, miecze i splendor. To nic, że masz po raz 40 w tej grze iść zabić potwora o nazwie Bulbox, ale teraz jest to Bulbox na 60 poziomie, daje lepsze przedmioty i więcej doświadczenia. Dlaczego więc gry tak przyciągają, a kolorowanki nie? Odpowiem pytaniem: Ile razy mogę cieszyć się z tego, że dobrze pokolorowałem kotka?

Wybierając kolorowanki, starajmy się zrozumieć etap rozwoju i osiągnięte umiejętności swojego dziecka. Jeżeli nauczyło się już idealnie kolorować, to dorzućmy coś ekstra, podnieśmy poziom, wybierając np. kolorowankę kropkowaną. Dziecko nie tylko musi ją pokolorować, ale samo stworzyć kontur. Co to daje? Rozwija motorykę. Dziecko nie tylko uczy się ruchu góra-dół, bok-bok, ale by obrysować kontur musi odwracać kartkę, rękę, zmieniać linie w krzywe.

Widzicie różnicę w liniach? Dziecko uczy się kątów, owali, kół, linii, krzywych. To rozwija motorykę, precyzję i pozwala zrozumieć kształt danego obiektu.

Można też poprosić dziecko, by użyło do kolorowania różnych metod. Nie tylko ciągłego używania linii, ale kolorowanie za pomocą kropek, krzyżyków, spirali, itp.

Teraz chwila wyjaśnienia i proszę o uwagę. Dzieci mogą nie być zadowolone z takiego efektu i już wiemy, skąd się to bierze: „No zamaluj te białe miejsca!” I tu pojawia się najwyższy poziom świadomego kolorowania – mieszanie kolorów. Zaproponujcie dziecku, by białe miejsca wypełniało różnymi kolorami, mieszając je. Niech również uczy się nacisku kredki – nie każdy kolor musi być „wyciśnięty” w kolorowance na maxa. Pozwólmy też dziecku i zachęcajmy je do dorysowywania swoich elementów! Kolorowanka niech będzie dla niego tylko szablonem, ramą, szkieletem do tworzenia własnej pracy. Zobaczycie, efekt zaskoczy nawet Was!

Podsumowanie

Jeżeli dotrwaliście do tego momentu, to wielkie brawa dla Was! O rozwoju dziecka mógłbym jeszcze długo, jednak myślę, że takie wprowadzenie wystarczy, by zrozumieć w jaki sposób należy wykorzystywać kolorowanki do rozwijania sprawności motorycznych, wyobraźni i wiedzy dziecka.

Gdyby ktoś z Was chciał poznać inne alternatywy dla kolorowanek, to w internecie znajdziecie wiele mandali, kolorowanek edukacyjnych (takich gdzie kolorujemy np. narządy człowieka w szkielecie) itp.

Zachęcam Was do dalszego obserwowania naszego bloga, a także do korzystania z opracowanych przez nas materiałów. Jeżeli podobał Wam się ten wpis, to będę wdzięczny za jego polecenie, udostępnienie. W przypadku pytań, możecie ze mną skontaktować się pod mailem: fundacja@cff.edu.pl

Do zobaczenia!
Damian

Autor tekstu: Damian Kupczyk – terapeuta rozwojowy, nauczyciel sztuki oraz informatyki, tutor. Prezes Zarządu Czepczyński Family Foundation. Członek Zarządu Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Niepełnosprawnosciami „Homini”. Autor publikacji o tematyce rozwoju dziecka, pedagogice i edukacji. Prywatnie praktykujący zdobytą wiedzę ojciec rocznej Wiktorii, która udowadnia, że książki nie potrafią nam powiedzieć czy wyjaśnić wszystkiego. Zapalony bibliofil, aktualnie mogący wreszcie wytrzeć kurz ze zdobytych książek, by poczytać je trochę. 


1. Kurzyński Edward, „Z doświadczeń nauczania rysunku w klasach I-IV”, PZWS, Warszawa 1954, s.16
2. Ibidem, s. 17
3. Ibidem, s. 17


Kliknij w obrazek i pobierz przygotowane przez nas kolorowanki i ćwiczenia z nimi związane:


Bądźmy w kontakcie

Zapisz się do Newslettera i otrzymuj informacje o szkoleniach, darmowych materiałach oraz o działaniach naszej fundacji.

Polecają nas

made by: MUFU